Miała być Turcja lub Egipt. Miało być last minute, tanio i w dobrym hotelu. Okazało się, że nie ma last minute, nie ma Turcji, nie ma Egiptu i w ogóle nie ma miejsc w samolotach na żadnym kierunku.

Jordania na wakacje

Na 3 dni przed początkiem długo wyczekiwanego urlopu zanosiło się, że spędzimy go w mieszkaniu. Na szczęście dzień później pojawiła się jedna oferta z miejscami w samolocie. Co prawda z z Warszawy ale … przecież nie będziemy wybrzydzać. Polecieliśmy na wariata. Nie bardzo wiedząc gdzie, co nas tam będzie czekało, bez żadnego przewodnika, którego jeszcze wówczas na rynku nie było. Jak się później okazało szczęśliwa gwiazda nad nami czuwała. Przypadkiem odkryliśmy niezwykły kraj, zupełnie jeszcze wówczas nieznany polskim turystom, odwiedziliśmy cudowne miejsca i poznaliśmy wspaniałych, wyjątkowo gościnnych ludzi.

POLECIELIŚMY DO JORDANII

Samolot nieustannie zniżał swój poziom lotu i wyraźnie zmniejszał prędkość. Wyglądało jakby szykował się do lądowania. Tylko gdzie ! Praktycznie wszyscy, którzy mogli przykleili się do okien. Na twarzach jednych widać było ciekawość, jednak miny większości wyrażały zdziwienie, obawę lub wręcz strach. Za oknami wszędzie widać było tylko piach, a samolot zbliżał się do niego nieustannie. W połączeniu z niezrozumiałym komunikatem nadanym po arabsku przed oczami stanęły mi nagle telewizyjne wiadomości: arabscy terroryści…, samolot z polskimi turystami … STOP ! Jest komunikat po angielsku, że zbliżamy się do lądowania. Jest i pas startowy. Pojawił się nagle pośrodku oceanu piachu. Witamy w Ammanie powiedziała stewardesa z promiennym uśmiechem.

Aqaba – pierwsze wrażenia

Z 6 godzin później, już po zmroku zameldowaliśmy się w hotelu w Aqabie. Mimo zmęczenia blisko 24 godzinną podróżą, z czego większa cześć przypadła na przejazd do Warszawy postanawiamy po kolacji wybadać teren dookoła hotelu. Przecież nie przyjechaliśmy tu spać. Wszystko jest dla nas nowe, nieznane, ekscytujące … Ruszamy jak gołębie. Na początku małe kolko dookoła hotelu. Po chwili odważamy się wypuścić dalej. Jednak miny mamy chyba nietęgie. Wszędzie jest ciemno, a na ulicach spotykamy praktycznie samych facetów, którzy bez skrępowania objeżdżają nas wzrokiem od stóp do głów. Tylko co jakiś czas w oddali miga nam jakaś znajoma z samolotu twarz, która podobnie jak my szybkim i niepewnym krokiem próbuje rozeznać teren.

Nagłe pojawienie się na ulicy samotnych turystek powoduje zatrzymanie ruchu. Zarówno pieszego jak i samochodowego. Wygląda jakby każdy chciał zobaczyć białą kobietę. Z zatrzymanych na środku jezdni samochodów wychylają się zaciekawione głowy i głośno coś komentują w zupełnie nieznanym nam języku. Powoli zaczynam odkrywać jak mogą czuć się zwierzęta w zoo…

Próbuję przyglądać się twarzom miejscowych, wyczuć ich emocje. Zobaczyć czy za tymi nachalnymi spojrzeniami czai się ciekawość czy wrogość, sympatia czy też może niechęć. Uśmiecham się nieśmiało do mijanego Jordańczyka na co ten szczerząc się od ucha do ucha radośnie pyta:

– Hello, how are you ? Where are you from ? Welcame in Jordan – i zaprasza nas na herbatkę do mijanego właśnie sklepu.

 

Smaki Jordanii

Następnego dnia znają nas już chyba wszyscy i z uśmiechem pozdrawiają zapraszając to na kawkę, to do sklepu, to na sok. Wszystko to jednak bez jakiejkolwiek nachalności. Z uśmiechem i ciekawością. Każdy pyta jak się mamy, jak nam się podoba w Jordanii i gdy grzecznie odmawiamy wizyty w sklepie zapraszają następnym razem.

Szybko odkrywamy smaki Jordanii, a od jednego błyskawicznie uzależniamy. Tutejsze soki ze świeżych owoców nie mają sobie równych. Najlepsze znajdujemy w małym barze obok naszego hotelu ale co sklep raczymy się też zimnym sokiem pomarańczowym Rani. Produkowany w sąsiedniej Arabii Saudyjskiej pełni tu role podobną jak u nas coca-cola. Jest w niewielkich puszkach w każdej lodówce w najmniejszym nawet sklepiku. W niskiej cenie i w różnych smakach. Wszystkie tak samo pyszne. Po 1 dniu zaczynam sie martwić jak wytrzymam bez soku po powrocie do domu …

 

PLAŻE W AQABIE

Plaże w samej Aqabie średnio nadają się do plażowania w europejskim rozumieniu. Są niewielkie, wzdłuż plaży ciągnie się promenada przypominająca śmietnik, a przy plaży leniwie snują się miejscowi oraz gdzie niegdzie widać miejscowe kobiety szczelnie opatulone w czarne burki tak, że widać im tylko oczy. Prawdopodobnie rozebrana do stroju turystka wzbudziłaby tu niemałą sensacje.

Natomiast na południe od miasta ciągną się niemal puste plaże aż do granicy z Arabią Saudyjską. Co prawda był Ramadan i to mogło być przyczyną niewielkiej ilości ludzi, jednak miejscowi zapewniali, że przed postem również było pustawo.Mimo niewątpliwych atutów jakie ma Jordania, a które powoli poznawaliśmy nie dotarła tu jeszcze masowa turystyka. Dzięki czemu wspaniałymi zabytkami, ciepłym morzem i niezwykłą gościnnością mogliśmy się cieszyć prawie sami :)

– Zaraz. Czemu ta woda jest taka zimna. – Pierwsze wrażenie przypomina wejście do Bałtyku i to przy zimnych prądach. To efekt różnicy pomiędzy temperaturą wody osiągającą we wrześniu ok. 26 stopni, a temperaturą naszych ciał rozgrzanych ostrym słońcem do zapewne z 50 stopni. Uczucie zimna szybko mija i zanurzamy się w niezwykle przejrzystych wodach morza czerwonego. Dla każdego kto pierwszy raz założył maskę i rurkę na rafie jest to przeżycie niezwykłe. Rozkoszujemy się niezwykłymi kolorami i kształtami, pływamy z ławicami małych rybek mieniących się całą paletą żywych barw oraz wyszukujemy nowe okazy na coraz większych głębokościach. Całkowicie zapominamy o rzeczywistości i czasie. Woda jest na tyle ciepła, że można w niej siedzieć godzinami i na tyle słona, że wystarczy położyć się na niej i obserwować podwodny świat.

Wychodzimy zauroczeni po ponad 4 czy 5 godzinach. O czasie spędzonym w wodzie przez najbliższe dni przypominać nam będą spalone słońcem plecy, ale i tak jutro tu wrócimy …