Opis produktu

Wierzycie prognozom pogody ? Ja też zawierzyłem. Pogoda nad Bałtykiem na święta wielkanocne mówiła, że będzie  słonecznie, z kilkunastoma stopniami na plusie. Tyle telewizyjne prognozy, a jak było na prawdę ? Zobaczcie na zdjęciach jakie to nad Bałtykiem święta wielkanocne bywają …

Wielkanoc nad Bałtykiem – dreptak w śniegu

Po ubiegłorocznym „spacerku” wzdłuż środkowego i wschodniego wybrzeża Bałtyku, już w Juracie zaczęła kiełkować w nas myśl, aby zakończyć trasę i powędrować plażą dalej. Od Smołdzina po płw. helski przedreptaliśmy więc tym razem możliwości są dwie. Od Smołdzina na zachód w stronę Świnoujścia lub odwrotnie. Wiosenne prognozy są dobre, więc…wyjazd w czwartek i będziemy mieli 4 dni na wędrówkę….

Tak wygląda Wielkanoc nad Bałtykiem

Wielkanoc ? Tak, nad Bałtykiem …

 

Pogoda na Wielkanoc

O tym, że tym razem nie będzie tak łatwo jak podczas ubiegłorocznej, czerwcowej wędrówki wiedzieliśmy od początku. Kwiecień plecień więc może być różnie. Bywały święta z prawdziwie wiosenną pogodą, bywały też lata kiedy w Wielkanoc potrafiło i przymrozić nad ranem. Problemem mogą być też noclegi. Wiosną większość pensjonatów i ośrodków nad Bałtykiem zazwyczaj jest jeszcze zamknięta na cztery spusty.

>> Najlepsze hotele nad morzem na Wielkanoc – przegląd najniższych cen

Postanawiamy zainwestować więc w ciepłe śpiworki, wojskowe goretexy z demobilu i zabrać ze sobą namiot na wszelki wypadek. Jakby pogoda sprzyjała to czemu nie :)  Nasz wiosenny sprzęt uzupełniamy jeszcze o wojskową pelerynkę, ogrzewacze do rąk – jeden węglowy i kilka chemicznych, które zamierzam przy okazji przetestować w akcji, wojskowa kuchenka i kilka zupek chińskich. Ostre zupki sprawdziły się doskonale podczas styczniowego spływu Parsętą więc ponownie lądują w plecaku. Jak będzie zimno to będą jak znalazł…

Wszystkie prognozy pogody każą z optymizmem patrzeć w przyszłość i deklarują nawet kilkanaście stopni na plusie. Jak na razie brzmi nieźle …

 

Po analizach mapy i połączeń postanawiamy dojechać w czwartek przez Szczecin do Międzyzdrojów i w zależności od pogody pójść nocą pierwszy kawałek, lub zostać na noc w Międzyzdrojach i wystartować w piątek skoro świt. Przez 4 dni powinniśmy dojść bez większych napięć przynajmniej do Kołobrzegu, a może i do Mielna. Nie ustalamy żadnego minimum. Ma być lekko, łatwo i przyjemnie jak mawia nasz kolega. Ma być sympatyczna wędrówka wzdłuż Bałtyku z odpoczynkiem po trasie, a nawet rozważamy postój w aquaparku w Ustroniu.

Pogodynki nie śpiewają już z uśmiechem o rychłym nadejściu wiosny. Ma być maksymalnie 10 stopni na plusie i może delikatnie popadać. Nadal nie jest źle …

 

Do Międzyzdrojów docieramy grubo po zmroku. Nie przewidziałem, że poza sezonem busów jest na tyle mało, że miejsca trzeba wcześniej rezerwować telefonicznie. Przez półtorej godziny do następnego kursu ratujemy się grzanym piwem z sokiem w kanciapie przydworcowego baru, który otwiera nam uprzejma sprzedawczyni.

W Międzyzdrojach pustki, ciemno i zimno. Przynajmniej nie pada, chociaż naciągamy na siebie wszystko co możliwe. Namiot przy plecaku wygląda śmiesznie  przy temperaturze w okolicach zera …

 

Dreptak czas zacząć

Skoro świt meldujemy się na plaży w Międzyzdrojach. Czapki nasunięte głęboko na uszy, rękawiczki na dłoniach i ciepłe szaliki na szyjach. Po prostu polska wiosna. I nawet dookoła tak jakoś wiosennie … by było gdyby nie świeży śnieg, który spadł w nocy. Na plaży wita nas kilka centymetrów świeżego, mokrego śniegu. Tego nie przewidziałem planując zabranie namiotu…

Z kilkunastu stopni z prognozy pogody i przelotnych opadów deszczu są zaledwie ze 2 kreski powyżej zera,  kilka centymetrów świeżego śniegu i ciągły opad … śniegu. To Wielkanoc nad Bałtykiem czy Boże Narodzenie ? Dalszych prognoz nie słuchamy…

Wielkanocny dreptak z zającem

 

Bałtycka Syberia

Pierwsze kilometry marszu mijają błyskawicznie. Martwią mnie tylko nisko, prawie nad naszymi głowami wiszące chmury. Słusznie, bo jakby bieli dookoła było mało zaczyna padać. W sumie to nie padać. Zaczyna sypać, co w połączeniu z wiejącym ze wschodu wiatrem powoduje, że po kilkunastu minutach wyglądamy jak bałwany śnieżne. Na bieliznę termoaktywną , ciepłe polary i kurtki lądują u mnie wojskowe goretexy, u Anki peleryna tegoż samego pochodzenia.

Po kolejnych 4 godzinach nieustannego sypania moja całkowicie podobno wodoodporna kurtka ogłasza kapitulację. Zdecydowanie lepiej sprawdza się podgumowane, wojskowe ponczo. Kolejnym sprzętem, który nie daje rady w warunkach Wielkanocy nad Bałtykiem są nasze rozgrzewacze do rąk. Ten chemiczny rozgrzewał się trochę w warunkach domowych. Przy temperaturze bliskiej zeru, intensywnych opadach śniegu i przemarzniętych dłoniach nawet nie czujemy czy zaczął działać. Skapitulował również mój ogrzewacz węglowy, który tak świetnie sprawdzał się w testach przeprowadzanych przed wyjazdem. W warunkach polowych wilgotnieje błyskawicznie i na tyle skutecznie, że nijak nie jestem w stanie rozpalić go na dłużej niż kilka minut.

Wielkanoc nad Bałtykiem - zimowa wielkanoc

Zimowa Wielkanoc nad Bałtykiem ;-)

 

Śmierć zająca wielkanocnego

Międzywodzie. Przynajmniej chwilowo przestał sypać śnieg. Całe szczęście bo momentami pod nogami mamy nawet kilkanaście centymetrów śnieżnej breji. Opuszczają nas siły czego efektem jest pożarcie jednego z uczestników wyprawy. Dosłowne. Wielkanocny zając, który dzielnie towarzyszył nam od Międzyzdrojów i wziął udział w świątecznych zaślubinach z morzem ginie w naszych wygłodzonych gardłach. Spoczywaj w pokoju.

Jest cywilizacja. Wracają nam nadwątlone nieco marszem w śniegu siły. Planujemy obiad, ogrzejemy się i wysuszymy, a może i jakiś nocleg znajdziemy. Pomysł z namiotem, który rano zamieniłby się w iglo nie budzi już mojego entuzjazmu. Tyle tylko, że w Dziwnowie wszystko wygląda na zabite dechami. Smartfon w służbie ludzkości wskazuje za pomocą bookinga, że w pobliskim Dziwnówku powinniśmy znaleźć jakiś nocleg. Damy radę, chociaż w butach mam już od 5 czy 6 kilometrów błocko.

Dziwnówek podkopuje nasze nadzieje. Jedyny telefon do pensjonatu nie odpowiada. Pozostałe zamknięte są na cztery spusty. Dobrze, że przynajmniej sklep otwarty udało nam się znaleźć. Niedługo będzie się ściemniać, a pomysły zaczynają nam się powoli kończyć. Wiatr ze wschodu … złośliwi powiedzieliby, że to zemsta Putina, albo wina Tuska …:) A nam już wszystko jedno mimo, tym bardziej, że kolejne  próby rozpalenia ogrzewacza kończą się niepowodzeniem …

Decyduje los. Przypadkowo łapiemy busa w naszym kierunku. Ostatniego busa, który dowozi nas na ostatni tego dnia pociąg do domu. Czyżby nasza szczęśliwa gwiazda ? Korzystamy z okazji i po 26 godzinach od wyjazdu kończymy tę nierówną walkę. Tym razem zwyciężyła pogoda ale to co przedreptaliśmy i zobaczyliśmy to nasze. Szkoda tylko zająca …

Dreptak z zającem

Zaślubiny z morzem …