Nie lubię wielkich miast. Przytłaczają mnie swoją wielkością, denerwują hałasem i wiecznym za czymś bieganiem.  Lizbona jest jednak inna. – Hasz, hasz mister. Najlepszy. Zachwalają swój towar sprzedawcy na placu. Dzięki, nie palę. To może coś mocniejszego mister ? Tu jest Lizbona…

Co zwiedzać w Lizbonie ?

W Lizbonie mamy dobrych kilka godzin przerwy w oczekiwaniu na lot na Sao Miquel. Lot z bagażem podręcznym ma swoje plusy. Do jednym z nich należy to, że już kilkanaście minut po wylądowaniu jesteśmy w autokarze jadącym do centrum miasta :):)

To nasze pierwsze spotkanie z Lizboną. Wracając z Azorów zatrzymamy się na dłużej. Po kilku godzinach spędzonych na wąskich uliczkach miasta i w zabytkowych tramwajach  już wiemy, że warto. Stolica Portugalii, ze swoimi czerwonymi dachami czasem zabytkowych, a czasem rozpadających się kamienic wygląda jak malowana.

 

Śniadanie na Alfamie

Na głodnego ciężko się jednak zwiedza Lizbonę. Uliczki biegną to w górę, to w dół sprawdzając naszą wytrzymałość nadwyrężoną całorocznym siedzeniem za biurkiem. Śniadanie. Bez tego dalej nie idę. Na szczęście w Lizbonie nie jest to problemem. Wszelkiego rodzaju knajpki, kawiarenki czy małe, lokalne restauracje już od wczesnych godzin rannych karmią głodnych mieszkańców miasta i turystów. Można tam spotkać zarówno tych, którzy spieszą do pracy jak i tych co dzień wcześniej zabalowali nieco dłużej …

Tramwaje w Lizbonie

W końcu nie na darmo portugalskie przysłowie mówi, że Braga się modli, Coimbra studiuje, Porto pracuje, a Lizbona się bawi …

 

Vasco da Gama – najdłuższy most w Europie

Kolejną przerwę robimy sobie nad brzegiem Tagu. Jeszcze do niedawna tu kończyła się Lizbona. Dopiero w 1966 oddano do użytku most, który pierwotnie nazywał się mostem Salazara, by ostatecznie, dla upamiętnienia obalenia dyktatury w Portugalii i tzw rewolucji goździków, nazwać go mostem 25 kwietnia (Ponte 25 du Abril). Most liczy sobie 2278 m długości i łączy centrum Lizbony z dzielnicą Almada na drugim brzegu Tagu i jest kopią amerykańskiego Golden Gate z San Francisco.

Lizbona most

Jednak to nie Ponte 25 du Abril jest najsłynniejszym mostem w Lizbonie. Jest nim most Vasco da Gama. Mający ponad 17 km długości jest tym samym najdłuższym mostem w Europie.

Most 25 kwietnia w Lizbonie

 

Hasz, haszysz ! Najlepszy w Lizbonie !

Można usłyszeć na każdym rogu lizbońskich placów. Propozycje wypowiadane dyskretnym szeptem nasilają się po zmierzchu, ale nie są nachalne. Portugalski eksperyment w walce z narkomanią, wbrew obawom sceptyków przyniósł efekty. W Portugalii spożywanie i posiadanie niewielkich ilości narkotyków nie jest przestępstwem, tylko wykroczeniem. Podobnym do złego parkowania. Osoba złapana na paleniu skręta może być skierowana na umoralniającą pogadankę. Zamiast na karaniu, portugalski rząd skupił się na liberalizacji przepisów, wychowywaniu, edukacji i leczeniu.

I co ?

Lizbony wcale nie zalały tłumy narkomanów. Wręcz odwrotnie. Według raportów ONZ w krajach, w których postawiono na zaostrzanie przepisów jak procent osób przyznających się do brania lub palenia jest znacznie wyższy. We Francji do palenia haszyszu przyznaje się ponad 32 % Francuzów, a w USA ok 14 % Amerykanów paliło trawę. W Portugalii jest to niecałe 12 % (*). Nic dziwnego, że kraje, które na nie przynoszące żadnych efektów programy wydają co roku dziesiątki miliardów dolarów (tylko Stany Zjednoczone wydają na walkę z narkotykami ponad 100 miliardów dolarów) coraz odważniej spoglądają na rozwiązania portugalskie. Po ponad 10 latach od eksperymentu okazuje się, że rację mieli ci, którzy mówili, że lepiej leczyć poważnie uzależnionych niż karać i wsadzać do więzienia za jednego skręta z marihuany …

– Mister haszysz ? Spróbuj, mam najlepszy towar. Nie palisz ? Nie szkodzi. Mam też coś mocniejszego …

 

Ginjinha, porto i fado  …

Nie korzystamy, ale kieliszka lokalnej wiśniówki zwanej tutaj ginjinha nie możemy odmówić. Lokal znajdujemy w okolicy Rossio –  jednego z najbardziej popularnych placów dzielnicy Baixa. Niewielki pokój ze słoikami pełnymi doskonałego trunku otwierany jest dopiero późnym wieczorem. Poznać go można po tłumie lizbończyków kłębiących się w jego okolicy, którzy kupują po jednej lub dwie “pięćdziesiątki” podawane w plastikowych kieliszkach i zasiadają na okolicznych ławkach i murkach delektując się wyśmienitym likierem.

Lizbona jak malowana

Dookoła lokalu spotkać można  muzyków, bębniarzy czy przeróżnej maści artystów. Pijemy bez stresu. W Portugalii za picie alkoholu pod chmurką nikt nam nie zwróci uwagi. Oczywiście dopóki nie naruszamy porządku publicznego. Jak miło, że są miejsca gdzie może być normalnie …

W Portugalii nie ma też problemu by po lampce wina do obiadu wrócić do domu samochodem. Limit alkoholu wynosi bowiem 0,5 promila. Za jego przekroczenie grożą już surowe kary. Jeśli stężenie nie przekroczy 0,8 promila w wydychanym powietrzu możemy zostać ukarani mandatem do ponad 1200 euro i odebraniem prawa jazdy na okres do 1 roku.

Zdecydowanie bez samochodu warto się wybrać wieczorem na wzgórze w dzielnicy Bairro Alto. Choćby po to by przy kieliszku Porto (zazwyczaj słodkiego, wzmacnianego spirytusem do mocy ok. 20 % wina) móc przysłuchiwać się w jednej z licznych knajp występom muzyków Fado. To taki miejscowy blues. Gatunek muzyczny, który powstał w biedniejszych dzielnicach tutejszych miast, dziś jest ciekawostką Portugalii, wpisaną na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO…

 

Żółtym tramwajem po Lizbonie

Lizbonę najlepiej zwiedzać na pieszo lub jednym z zabytkowych, żółtych tramwajów będących wizytówką miasta. Szczególnie popularna jest przejażdżka staroświeckim tramwajem nr 28. Jego trasa biegnie niezwykle momentami wąskimi i stromymi uliczkami przez najważniejsze dzielnice Lizbony: Alfamę, Baixo  do Chiado. Podczas podróży po malowniczych uliczkach starówki łatwo się zapomnieć, a chwila nieuwagi może nas kosztować sporo. W Lizbońskich tramwajach i autobusach grasują bowiem doskonale zorganizowane siatki kieszonkowców. Przekonujemy się o tym na własnej skórze, gdy jeden z aparatów pozostawionych w plecaku, po jednym z kursów znika bezpowrotnie w portugalskim matrixie …

Lizbona

 

Weekend w Lizbonie – informacje praktyczne

Do Lizbony można się wybrać nawet na dłuższy weekend. Zarówno z Polski jak i z Berlina latają zarówno  tanie jak i regularne linie lotnicze. W najlepszych promocjach tanie bilety lotnicze do Portugalii można dostać już od ok 250 -500 zł w dwie strony (bilety z Berlina kupowane na ok 6 miesięcy przed wylotem – lot easy jet z bagażem podręcznym).

Ceny na poziomie 500-800 zł są dostępne nawet na kilka tygodni przed planowanym wylotem. Z Polski najwygodniej na tą chwilę dolecieć można bezpośrednio z Warszawy liniami TAP Portugal. Z Berlina najlepsze ceny (szczególnie w promocji) oferuje Easy Jet.

 

Weekend w Lizbonie:

Tanio:

  • – bilet lotniczy – z Berlina od 250-500 zł/os
  • – hotel Princesa Tea – 99 euro za pok. 2 os ze śniadaniami za 4 noclegi – 5 dni  (w marcu)

Razem: od 460 – 700 zł/os przy odpowiednio wczesnej rezerwacji

 

Wygodnie:

  • – Zakochani w Lizbonie – 4 dni – od 1618 zł – wycieczka do Lizbony z biurem podróży (przelot, zakwaterowanie, śniadania, ubezpieczenie, program zwiedzania, pilot) – zobacz